Recenzje

Bo nie wiem

adabr2Zwykle wybieram reportaż. W bibliotekach studiuję mapę oznaczeń i odszukuję odpowiednie półki, w księgarniach jest więcej chaosu, więc od progu wypatruję działu non-fiction, w sobie znajduję tylko pytania – więc jeśli piszę, to reportaże.

Reportaż, czyli opowieść o tym, co wydarzyło się naprawdę. Nie wiem kto i kiedy powiedział to po raz pierwszy, ani kiedy ja usłyszałam to pierwszy raz. Może od Edmunda Szczesiaka, pod okiem którego pisałam swój pierwszy poważny reportaż? Na pewno taki jest tytuł tekstu Mariusza Szczygła i Wojciecha Tochmana w „Biblii dziennikarstwa”.

Od nich uczyłam się najpierw. I uczę ciągle.

Szczygieł i Tochman piszą: „Reportaż powinien sięgać tam, gdzie nie sięga mikrofon i kamera depeszowca, pod powierzchnię wydarzenia. (…) W reportażu świat pachnie, smakuje, jest mroźny lub gorący, jasny albo mroczny. Budzi spokój, wstręt albo strach.”

Tym mnie przyciągnął. Ludźmi, których nie mam możliwości poznać, miejscami, do których nie pojadę, pytaniami, których sama nie zadam, historiami, których nigdy nie usłyszę własnymi uszami. A w reportażu jest to wszystko.

Ale jest i więcej. Jest w reportażu wiele pytań, które nie padają wprost i jak wielu bohaterów, tyle na nie odpowiedzi. Nie ma wśród nich ani głupich, ani właściwych. Co chcę, biorę dla siebie. Zdarzają się też reporterskie zdania, które są jak pchnięcie nożem w brzuch. Po nich brakuje tchu i stać mnie tylko na ciszę. Nie wrócę do tekstu, dopóki ich nie przetrawię. A z każdym takim zdaniem przepracowuję coś w sobie. Tak zwykle jest, gdy czytam Hannę Krall, Wojciecha Tochmana, Agatę Tuszyńską.

Jedno z takich zdań odnajduję zakreślone w zbiorze reportaży „Żal” Hanny Krall: „Podczas demonstracji ulicznej zauważył, że jego prawa noga ucieka przed policją wolniej od lewej. Lekarze stwierdzili stwardnienie rozsiane.”

Kolejne w „Jakbyś kamień jadła” Wojciecha Tochmana dotyczy tych, którzy szukają kości swoich bliskich: „Nie ma kości, nie ma żałoby. Nie ma jak żyć.”

Postanowiłam pytać sama. Powtarza to wielu doświadczonych reporterów – że reportaż rodzi się właśnie z pytania. Gdy po usłyszanej w radiu wiadomości ciągle jest coś, czego nie wiemy. Gdy relacje z wojen się kończą, a tamci ludzie wciąż są. Gdy znamy chorobę z nazwy, ale nie wiemy, co znaczy z nią żyć.

Ja chcę wiedzieć jak to jest zmagać się w życiu z czymś, co cię przerasta. I wciąż trwać. Często trwać szczęśliwie. Tego nie przeczytam w żadnej powieści, encyklopedii ani poradniku. Tego mogę dowiedzieć się tylko od innych. Słuchając. Będąc. Dzieląc z nimi ból. Lecz ci inni nie opowiedzą mi o tym wszystkim, jeśli nie będę miała ważnego powodu. Tym powodem jest reportaż. Najpierw dla mnie samej, potem dla czytelników.

A jednak będziemy bezpieczni. Ja po wszystkim odejdę. Czytelnicy odłożą gazety. Możemy dalej żyć. Bez tego bagażu, który musi nieść mój rozmówca. Z mądrością, którą wzięliśmy dla siebie.

Tym właśnie jest dla mnie reportaż. Dotykaniem życia. Pełniejszym i wykraczającym znacznie dalej poza moje własne doświadczenie. Poszukiwaniem odpowiedzi. Bo nie wiem.

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze