Komunikacja,Rozwój

Cicho sza

adabr3Słuchanie zawsze wychodziło mi najlepiej. Kto by pomyślał, że to, co przez większość mojego życia uważałam za słabość, stanie się moją silną stroną.

Tak było odkąd pamiętam. Wystarczyło, żeby przy stole usiadła choćby jedna osoba, którą znałam mniej, momentalnie cichłam i z uwagą chłonęłam każde słowo unoszące się nad nami. Przez kolejne lata odkrywałam, że ta moja małomówność wobec obcych bywa uciążliwa, wściekałam się więc, że nie jestem ekstrawertyczką. Gdy potem ciągnęło mnie w stronę dziennikarstwa, strach przed szybkimi rozmowami, z których trzeba wyciągnąć wszystko na już, niemal paraliżował. News okazał się pomyłką. Dobrą pomyłką, bo wtedy właśnie odkryłam reportaż. A później ktoś życzliwy pomógł mi zrozumieć, że moje milczenie, gdy inni mówią, może być atutem w pisaniu reportaży. Dlatego dziś mówię, kiedy chcę i milczę bez poczucia winy. Ale i tak najbardziej lubię słuchać.

Słuchanie to moje okno, przez które patrzę na życie wokół mnie. Gdy dużo słucham bywa tak duże jak to na zdjęciu. Moje ulubione okno w Gdańsku.

W słuchaniu jest taka przedziwna właściwość, że słuchając tego samego, często słyszymy  zupełnie inne rzeczy. Moje doświadczenie, moja wiedza i to, kim jestem są filtrem, który zniekształca opowieść rozmówcy. I o ile w komunikacji dwojga ludzi może to przysporzyć niemałych kłopotów, w reportażu jest cenione. Unikalne postrzeganie i nazywanie świata przez reportera. Dlatego reportaż nie może być obiektywny. Dlatego mogą być w nim opinie autora.

Gdy czytam książkę reporterską Grażyny Jagielskiej, w której opisuje ona czas spędzony w psychiatryku, nie interesuje mnie tylko to, co się tam działo, ale przede wszystkim chcę zobaczyć tamto miejsce i tamtych ludzi oczami Jagielskiej. I być może gdyby taką książkę napisał inny autor – sparaliżowana zbyt trafnymi zdaniami nazywającymi tamtą rzeczywistość, nie dotrwałabym do końca. U Jagielskiej znajduję bezpieczne wyważenie między nieodwołalną tragedią i nadzieją na nowe.

Dlatego równie chętnie sięgam po książki Agaty Tuszyńskiej, która nazywa to, co mi tylko czasami niejasno przebiega przez myśl. Albo Petera Godwina, który jest moim prywatnym przewodnikiem po Zimbabwe – kraju, z którym jakąś cienką nicią jestem związana, a w który wprowadzić mnie może – jak mi się zdaje – tylko ten, kto jest stamtąd, a jednak nigdy nie był jednym z Zimbabwiańczyków. Albo widzieć wycinek świata jak widzi Ania Śmigulec, którą poznałam w Polskiej Szkole Reportażu, i której teksty czytuję w Dużym Formacie. Widzieć jak ona, to mieć puentę na końcu myśli, która przychodzi zaraz po spojrzeniu.

Słuchać i interpretować to jedno, ale jak zapamiętać? Każdy reporter ma swój sposób. Jedni mówią, żeby nagrywać, a potem odsłuchiwać. Po to, aby niczego nie przeoczyć. Inni, że dyktafon peszy rozmówcę, więc tylko notować. Jeszcze inni, żeby notować, ale tylko daty, nazwiska, nazwy, wszystko inne pamiętać. Podobno jeśli zapomnimy o czymś z rozmowy oznacza to, że wcale nie było warte zapamiętania. A więc i napisania. To ostatnie można przeczytać w “Biblii dziennikarstwa” w tekście Wojciecha Tochmana i Mariusza Szczygła.

Ja sama zwykle nagrywam, ale piszę z pamięci. Potem odsłuchuję rozmowę i wypełniam treścią czarne dziury w tekście, prostuję źle odtworzone fakty, rozszerzam spłaszczone myśli. Zaskakuje mnie, jak bardzo czas potrafi zniekształcić to, co pamiętamy. Zdarza mi się po kilku miesiącach wracać do nagrania jakiejś rozmowy i odkrywać duże różnice między tym, czego jestem pewna, a tym, co naprawdę powiedział mój rozmówca. Dlatego staram się trzymać nagrań, bo jednak reportaż to prawdziwa opowieść. Doświadczeni mawiają, że do pisania reportaży trzeba mieć reporterski słuch, czyli zdolność wyłapywania z rozmowy niebanalnych zdań.

Truman Capote, który napisał genialną reporterską powieść “Z zimną krwią” miał nieprzeciętną zdolność zapamiętywania prawie słowo w słowo tekstu, który słyszał. Kiedy czyta się tę książkę zaskakuje ilość odtworzonych szczegółów, ale jeszcze bardziej zaskakuje ona wtedy, gdy wiemy, że Capote nie notował podczas rozmów. Nie dziwię się. Trudno by było przy takim temacie wyciągać megnetofon i liczyć na otwartość rozmówcy. Ale, o tym więcej kiedyś.

Tymczasem, cicho sza. Słuchamy.

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze