Recenzje

Dlaczego nie oglądam skoków

katowice polskaKibicowanie ma wiele twarzy. Dla jednych będzie to oglądanie meczów w telewizji, dla innych wymalowanie raz na rok twarzy w narodowe barwy i udanie się na stadion, a dla jeszcze innych jest to sens całego życia. Ja należę do tej najmniej licznej grupy, czyli ostatniej. Grupy mającej w ostatnich latach dość mocno pod górkę, ale te nieprzyjemności odpłaca z nawiązką więź jaka rodzi się z innymi fanatykami.

Moim „oknem na świat” jest Facebook i Twitter, bo telewizji nie oglądam wcale, a strony internetowe i fora przeglądam jedynie przez odpowiednie zakładki lub kanały RSS. Nie docierają do mnie wiadomości z życia codziennego co ma swoje plusy jak i minusy. Na pewno miej czasu tracę na przedzieranie się poprzez gąszcz nic nie wartych newsów, ale z drugiej strony czasem śmiesznie się czuję nie wiedząc o czym rozmawiają ludzie na ulicy albo gdy o śmierci kogoś znanego dowiaduję się po dłuższym czasie.

Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich i finałowego konkursu skoków narciarskich korzystałem z wymienionych wcześniej komunikatorów – nagle obie tablice wypełniła radość z powodu złotego medalu Kamila Stocha. Czułem się tak jakby wszyscy moi znajomi oglądali te wydarzenie. Oczywiście pojawiły się pytania, z założenia retoryczne, czy „widziałem jak Stoch dał im popalić”. Odpowiadając zgodnie z prawdą, że nie oglądałem, a nawet nie wiedziałem że odbywa się seria finałowa, narażałem się wszystkim kibicom. Oczywiście po głosach niedowierzenia pojawiła się lawina pytań i oskarżeń.

Nie czuję wewnętrznej potrzeby uczestniczenia, poprzez oglądanie w telewizji, najważniejszych imprez sportowych z uczestnictwem polskich sportowców. Nie mam ochoty wchodzić w sporty, które mnie nie interesują, tylko dlatego że dla przykładu skacze rodak. Nie uważam tego za brak patriotyzmu, który o zgrozo niektórzy próbowali mi zarzucić. Nie trafia do mnie także argument, że jest to swego rodzaju obowiązek podtrzymujący lojalność do kraju. Dziwnie to kontrastuje z wylewanymi pomyjami na każdego komu nie wyjdzie – wygrywasz jesteś kimś, przegrywasz nikim. Żadna lojalność i przywiązanie jak dla na mój gust. Początkowo śmieszą, a potem już tylko męczą, eksperci od każdej topowej dyscypliny. Jak wygrywają piłkarze ręczni, to każdy prześciga się w wydawaniu opinii na ten temat, a gdy dobrze jeździł Kubica to nagle każdy znał się na Formule 1. Nie mam nic do prawdziwych fanów tych dyscyplin, którzy latami interesują się danym sportem, ale szczerze im współczuję domorosłych „ekspertów od sukcesu”.

Kamilowi serdecznie gratuluję sukcesu i… kasku (kapitalny, poczytajcie w Internecie genezę jego powstania). Nie śmiem umniejszać mu sukcesu, który uważam za poziom do jakiego nigdy się w swoim życiu nie zbliżę. Niemniej w ogóle nie interesował mnie finałowy konkurs, nie oglądałem go nawet (do czego się ponownie przyznaję) i… uważam się za kibica. A odpowiadając na tytułowe pytanie – nie oglądam, bo mnie nie interesują. Tak po prostu, po ludzku.

PS Dzięki Andrzejowi Burzyńskiemu będę miał okazję co jakiś czas dzielić się z Wami własnymi przemyśleniami na temat kibicowania. Widzę, po wpisach innych autorów, że mój przekaz będzie zdecydowanie różny od pozostałych. Ja skupię się bardziej na formie felietonu/bloga, gdy reszta idzie dużo bardziej w kierunku poradnikowym. Mam jednak nadzieję, że dla każdego znajdzie się tutaj miejsce – w końcu decyduje pasja.

Piotr Koszecki

Piotr Koszecki jest kibicem oraz koordynatorem ds. kibiców w klubie GKS Katowice. Od 2008 roku pełni funkcję Prezesa Zarządu Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice "SK 1964", a także czynnie działa w Ogólnopolskim Związku Stowarzyszeń Kibiców.

Komentarze