Rozwój

Dowartościowanie

decyzjeJeden ze znanych psychologów James Dobson odnosił w czasie studiów wiele sukcesów w grze w tenisa ziemnego. Puchł z dumy przechadzając się obok szkolnej gabloty i patrząc na swój puchar za wygrane mecze. Po latach ów przedmiot chwały ktoś odesłał mu do domu z notatką, „znaleźliśmy to w śmietniku, podczas remontu szkoły. Zapewne należy do ciebie”. Wtedy to stwierdził, „Z upływem czasu wszystkie nasze trofea będą śmieciem dla kogoś innego”

Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, szczególnie kiedy masz małe dzieci. Wszelkie wartościowe i cenne przedmioty, które darzysz jakimkolwiek sentymentem w zasadzie można by zniszczyć zaraz po narodzeniu malucha, może wtedy, szybko za jednym cięciem miecza, raz na zawsze sprawa byłaby wyklarowana- twoje śmieci nie mają dla nas najmniejszej wartości. :). Oczywiście to zdanie jest mocno przejaskrawione. Żaden maluch nie ma takich refleksji na temat twoich rzeczy. On kieruje się zwyczajnie ciekawością jak coś działa, z czego jest zrobione itp., a że zdolności motoryki małej nie zawsze nadążają za prędkością myśli to i owo często wypada z rączek.

Dlaczego tak bardzo wiążemy się z przedmiotami? Niektóre nas dowartościowują, inne stwarzają iluzję dobrobytu. Kolejne sprawiają, że czujemy się ważniejsi od innych. Czy prawdziwe jest stwierdzenie, że zbyt uzależniamy się od rzeczy materialnych emocjonalnie? Jeśli nie to …jak czujecie się kiedy dziecko rozbija wam coś cennego, rozlewa kawę na ulubioną książkę, tłucze jakiś bibelot. Kolejny raz rozsypuje starannie poukładane skarby.
Staram się wytłumaczyć Jakubowi, że przedmiot jest w pewnym sensie narzędziem w naszym ręku. Samochód to narzędzie, które służy mi do codziennych czynności. Oczywiście boli mnie to, że jest obdrapany ale nie będę z tego powodu wyrywać włosów z głowy. Jeśli zbije się mój ukochany kubek do kawy, owszem westchnę z bólem ale przemówię sobie do rozsądku, że to tylko kubek. Pracujemy z synkiem nad takim właśnie uwolnieniem się od przywiązania do przedmiotów. Owszem dbania i szanowania tego, co się posiada ale z dystansem. Kiedy coś stracimy, coś się zniszczy, połamie, staram się mówić „to przykre ale to tylko przedmiot, nic się nie stało” W ten sposób uczy się odróżniać emocje i kontrolować je aby nie popadać w skrajność typu „jestem beznadziejny!!! jestem do niczego!!!” bo kolejny raz zbił talerz czy mój ulubiony kwiatek z porcelany.

Autyści nie radzą sobie z taką oceną. Często popadają w euforię albo totalna deprechę. Warto więc pamiętać aby nie chwalić dziecięcia jednostajnie „och ale jesteś super, ale jesteś wspaniały” bo jak coś mu nie wyjdzie, to z automatu młody człowiek stwierdzi „już nie jestem wspaniały, jestem beznadziejny”. Myślę, że lepiej powiedzieć „jesteś pracowity, dobrze to skonstruowałeś” lub „zrobiłeś naprawdę kawał dobrej roboty!” …przy niepowodzeniu jest szansa na refleksję typu „ no nie wyszło mi, muszę jeszcze trochę nad tym popracować” To brzmi o wiele lepiej bo nie odnosi się krytycznie do osobowości lecz dystansuje emocje i pozwala skupić się na efektach, „acha, to mi nie wyszło, hmmm…co bym mógł zmienić?” Takie podejście wydaje mi się zdrowsze przynajmniej dla takich nerwusów jak my :) . Jak powiedział Roy Disney „nie jest trudno  podejmować decyzję kiedy znasz już swoją wartość”. Myślę, że każda z nas wpada w taką pułapkę „jestem beznadziejna nic mi nie wyszło” Tymczasem po logicznej analizie sytuacji zastanawiamy się „jak ja w ogóle mogłam dojść do tak durnej refleksji. Stało się, trudno, trzeba się podnieść, otrzepać i podążać dalej.” Żyjmy zdrowiej, bez zbytnich obciążeń i cieszmy się z tego co mamy.

Anna Kowalczyk

Od 10 lat mieszkam na mazurach. Uczę angielskiego, jest to moje hobby i sposób zarabiania na życie. Z zafascynowaniem zgłębiam tajemnicę autyzmu wczesnodziecięcego ze względu na zaburzenie mojego synka Jakuba.

Komentarze