Rozwój

Historie rodzinne

adabr1Nie każdy ma sekret z przeszłości, z którym musi się zmierzyć. Ale każdy ma przeszłość, która sięga znacznie dalej niż jego własne życie.

Nie pamiętam ani jednego słowa dziadka. Nie dlatego, że nie poznałam Józefa, moje dzieciństwo i jego starość przypadły na wspólny czas. Gdy o nim myślę, widzę go skulonego, siedzi pod oknem albo przy piecu, jest szorstki i milczy. Nie rozmawiałam z nim, omijałam, nie wiedziałam, co mówić. Nawet we wspomnieniach widzę go z daleka. Nie pamiętam też, żeby nasze spojrzenia kiedyś się spotkały, choć przecież musiały. Nie przyszło mi wtedy do głowy, małej dziewczynce, żeby o coś pytać. Żałuję.

Rodziny mają swoje sekrety. Ale i oczywistości, o których się milczy, nie zdając sobie z sprawy z ich wagi. Nie tylko mam na myśli miłość, którą przerwała wojna, wybory nieodżałowane do teraz, wstydliwe postępki, ale i zwyczajne rzeczy. Co kogo cieszyło, kto był przyjacielem, z kim kradło się jabłka i za co rodzice najsurowiej karali. Jaki kto był i dlaczego stał się tym, kim jest. W rodzinie ukrytych jest mnóstwo opowieści. Ale ponieważ przywykliśmy do kurtuazyjnych wizyt, pozdrowień na święta – nie znamy tych ludzi, w których płynie ta sama co w nas krew. Ludzi, dzięki którym moglibyśmy wiedzieć, którędy żyć.

Niestety, nie ja wymyśliłam ten zwrot. Usłyszałam go w radiu od trzyletniej dziewczynki. “Po co są książki?” “Książki są po to, żeby wiedzieć, którędy żyć.” Tylko dziecko mogło powiedzieć tak prosto i tak dobitnie. No i może jeszcze Mariusz Szczygieł. Ja myślę tak: którędy żyć – tego możemy dowiedzieć się z rodzinnych opowieści.  

I właśnie rodzinna historia może być tą, na której będziemy uczyli się słuchać. Może to pierwszy reportaż, który każdy z nas powinien napisać? Albo przynajmniej zebrać do niego materiał. Nawet jeśli nie chcemy być reporterami. Nawet jeśli nikt nie miałby go opublikować. I nikt prócz nas przeczytać.

Tak myśleć nauczyła mnie Agata Tuszyńska. To ona powiedziała, żeby pytać, póki jest kogo. Że do odkrycia własnej tożsamości potrzebna jest znajomość przeszłości rodziców, dziadków, pradziadków. Nie trzeba od razu pisać “Rodzinnej historii lęku” jak ona. Nie każdy ma sekret z przeszłości, z którym musi się zmierzyć. Ale każdy ma przeszłość, która sięga znacznie dalej niż jego własne życie.

Zaczynam od taty.

Pytam jak reporter, a słucham jak córka. W jego rodzinnym domu ożywają postacie, których nigdy nie znałam albo znam tylko jak zna się wujków i ciocie, nie ludzi. Najbardziej interesuje mnie jacy byli. Pytam, czy czytali książki. Z kim się przyjaźnili. O czym marzyli. Pytam, jak się myli i gdzie spali. Ale pytam tylko czasami. Tata opowiada sam. O moim dziadku – tym, którego pamiętam z daleka. W tej opowieści odkrywam, kim jestem. Jak wiele mam z tego cichego jak posąg człowieka spod okna, jak wiele z taty, który zawsze był tatą, a dopiero gdy go uważnie słucham, staje się człowiekiem.

Ale sprawy moich rodziców, gdy jeszcze nie byli moimi rodzicami, wciąż znam z półsłówek. A tak lubię zdjęcie mamy w polu, ma na sobie bluzkę w kwiaty i jasną spódnicę. I to z gór, na którym jest tata w koszuli w kratę, z chustką przewiązaną na szyi, w jasnym kapeluszu na głowie. Jeden z szóstki młodych chłopaków pochylonych nad mapą rozłożoną na trawie. Moi rodzice – mieli wtedy mniej niż po dwadzieścia lat. Czy byli podobni do mnie, tej, która kończyła liceum?

Mam jeszcze wiele pytań.

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze