Biznes,Rozwój

Jak tworzyć wizję, czyli historia jednej rzeźby

Fot. Rémi / flickr.com

Fot. Rémi / flickr.com

Dzisiaj chciałbym poruszyć wątek dotyczący zarządzania i to od razu – jak radzi stare, mądre porzekadło ( nie pamiętam już, czy hydraulików, czy artylerzystów) – z grubej rury. Czyli od wizji. Niezależnie czy chcemy kierować firmą, projektem czy samym sobą, od tego powinniśmy zacząć. A więc: jak się tworzy wizję? Na ten temat można znaleźć masę opracowań i mądrych porad (wpisanie w wyszukiwarkę „jak tworzyć wizję” daje ponad pół miliona odnośników – tylko po polsku). Ja od siebie powiem krótko – nie ma tu mądrych. Po prostu wizję trzeba mieć. Albo się ją ma, albo nie. Jak się nie ma, trzeba sprzymierzyć się z kimś kto ją ma i nas nią zarazi. Jak się ma, trzeba zarażać nią innych. Koniec, kropka. Wspomniane porady podają oczywiście bardzo słuszne złożenia, wytyczne, przykłady, a czasem rozpisaną szczegółowo receptę od a do z. Ale to jest jak z poradnikami typu „jak napisać bestseller?”. Zazwyczaj bestsellerem są same poradniki i na tym się kończy. Często przytacza się też przykłady wielkich przedsiębiorców, dla podparcia przedstawianych „receptur”, ale według mnie opisują one jak ich wielkie wizje były wyrażane i realizowane, a nie skąd się wzięły. Na to recepty dać nie można.

Są po prostu osoby, którym wizja przychodzi łatwo, niemal sama się objawia, a innym nie. I nie chodzi mi broń Boże o żaden determinizm, nic z tych rzeczy. Zastanawialiście się może co powoduje, że niektórym osobom objawia się coś, za czym podążają i potrafią znaleźć po drodze masę sposobności, by dojść do celu? Albo napotkawszy pierwszą lepszą sposobność, potrafią natychmiast stworzyć obraz przyszłości i wyznaczyć odpowiedni kierunek? Zmierzam do tego, że musi być coś szczególnego, co wyróżnia takie osoby. Samo patrzenie w przyszłość (jak zalecają poradniki) nie wystarczy.

Przypomina mi się tutaj historia rzeźby Dawida. Michał Anioł przyjął zlecenie wykonania posągu od władz katedry florenckiej, po tym jak kilku innych twórców zrezygnowało ze zlecenia, narzekając na niedoskonałość powierzonego im bloku marmuru. Dla jednych był on nieodpowiedni, by wykonać w nim zaprojektowane uprzednio przez nich figury Davida – oczywiście według obowiązujących wówczas wyobrażeń triumfującego herosa i wodza, z leżącym u jego stóp pokonanym gigantem. A zdaniem innego, blok był po prostu krzywy i nic nie dało się z nim zrobić. Wszyscy patrzyli na ten sam kawał marmuru, ale tylko Michał Anioł zobaczył w nim rzeźbę – inną niż dotychczasowe wyobrażenia. Artysta widział gotowy posąg zawarty w bryle skały. Jego zadaniem było już tylko – jak to sam określił – odrzucenie tego, co niepotrzebne.

Nie wystarczy patrzeć. Wszyscy zaproszeni przez florentczyków artyści (obdarzeni podobnymi umiejętnościami i estymą – przynajmniej wówczas) patrzyli na to samo, z tym samym postanowieniem i w tym samym celu. Ale zobaczył tylko Michał Anioł. Stworzył coś zadziwiającego, przełomowego i ponadczasowego tylko dlatego, że dał się zainspirować przez sam materiał. Zmienił sposób patrzenia, bo miał inny sposób myślenia. Był otwarty na możliwości, jakie stwarzał mu sam materiał (dostosował potem do tego swoją koncepcję przedstawienia postaci), podczas gdy inni widzieli tam przeszkody. Był otwarty na zmiany. Zmienił nie tylko sposób przedstawienia (niemal obowiązkowy) mitycznego bohatera i wartości jakie miał ucieleśniać, ale zmienił też sposób podejścia do realizacji dzieła. Zamiast tworzenia koncepcji rzeźby i przetwarzanie na jej kształt materiału, szukanie koncepcji dzieła w samym materiale i odrzucanie tego co je skrywa. Wszystko to wymagało ogromnej odwagi. Dzięki temu nie tylko odniósł sukces (wywiązanie się z zadania ku zadowoleniu zleceniodawcy), ale stworzył niezapomniane arcydzieło zachwycające kolejne pokolenia.

Patrzenie to za mało, trzeba umieć widzieć. Według mnie porady dotyczące tworzenia wizji nie powinny skupiać się na tym co robić, ale raczej jakim być. Być otwartym na możliwości i zmiany. Nie bać się, a wręcz szukać ich i je prowokować. Czyli stosować wyobraźnię, by patrząc w przyszłość przeczuwać nieznane, dostrzegać sposobności i wiedzieć co zmieniać – Stephen Covey nazwał wizję „wyobraźnią stosowaną” (!). No i jeszcze żeby umieć to przekazać, by zainspirować i poprowadzić innych. Wizja powstaje w wyobraźni. Tam łączymy potrzebę z możliwością – jak to ujął Stephen Covey. I na odwrót – wizja, poprzez siłę inspiracji, rozwija wyobraźnię. Dawać się zainspirować i inspirować innych.Tak to widzę. Taką mam wizję.

Dariusz Olak – na co dzień dyrektor finansowy z dłuuuugą praktyką (przyjaciele mówią mi finansowy… ale dla was po prostu Darek), któremu zawód nie przeszkadza w poszukiwaniu twórczych rozwiązań, inspiracji i zmian – i nie mam tu wcale na myśli kreatywnej księgowości. Ot, taka natura. Ona, jakiś czas temu, zawiodła mnie (choć jest niezawodna) za ocean do Buffalo, na coroczną konferencję organizowaną przez Creative Education Foundation (Creative Problem Solving Institute) – i tak przez wiele lat, dzięki czemu zostałem liderem procesu Creative Problem Solving, czyli metodycznego dochodzenia do nowatorskich rozwiązań. Całe życie szukałem inspiracji i powołania, zawsze czułem, że muszę robić coś innego i szukać dalej, aż pojąłem, że to właśnie jest moim powołaniem – szukanie inspiracji, ciągłe poszukiwanie tego co nowe, stała potrzeba dzielenia się tym z innymi i ciągłe inicjowanie zmian. Zmiany to życie. Jest wiele cytatów na ten temat. ale przytoczę tu tylko dwa: „Jeśli skończyłeś ze zmianami, koniec z tobą” – Benjamin Franklin i „Jeśli chcesz zrobić sobie wrogów – spróbuj coś zmienić” – Woodrow Wilson. Można więc na kwestię zmian patrzeć z różnych perspektyw, ale do mnie zdecydowanie przemawia ta pierwsza. Dlatego uwielbiam zaskakiwać sam siebie, próbuję inspirować innych (podczas szkoleń, sesji i warsztatów) i wprowadzać zmiany. Słowem jestem Czarodziejem Zmian (po angielsku Change Wizard – nie ma takiego zawodu póki co, więc z góry zaklepuję sobie miejsce). Niektórzy mówią na to fachowo facilitator, co dokładnie tłumaczy się jako „ułatwiacz” i brzmi raczej jak środek na przeczyszczenie, wiec pozostanę przy swoim Czarodzieju. Ty też możesz zostać Czarodziejem. Podobno cudów nie ma, ale za to jak cudownie jest próbować.

Komentarze