Recenzje

Już po wojnie

adabr6Znam ludzi, którzy nie rozumieją w jakim celu sięgać po takie książki. Mierzyć się z czyimś bólem nie do pojęcia. Rano dosypywać dzieciom płatków do mleka, a za chwilę czytać o częściach ciała, których komuś wciąż brakuje.

Być może takie książki przyciągają ludzi, którzy swoje już w życiu potracili. Wówczas poszukują oni zrozumienia, choćby mieli je znaleźć tylko u bohaterów reporterskich książek. Wyobrażam sobie, że z obawą sięgają po nie ci, którzy spotkali się z problemem opisywanym w książce i szukają w niej odpowiedzi na własne lub cudze pytania. Myślę, że zdecydowana większość poszukuje jednak świętego spokoju i wówczas po takie książki nie sięga. Nie ma w tym nic niestosownego. Jednak myślę, że powinna istnieć jeszcze jedna grupa. Należeliby do niej ci, którzy z bólem mierzyć się nie muszą, a jednak nie przegryzają chipsów nad wieściami wojennymi. Pochylą się nad trudną historią choćby z powodu ludzkiej solidarności.

Grażyna Jagielska najpierw napisała o sobie. W „Miłości z kamienia” opowiada w jaki sposób nie będąc nigdy na wojnie, trafiła do szpitala psychiatrycznego z objawami stresu bojowego. O miłości między nią a mężem – korespondentem wojennym i reporterem Wojciechem Jagielskim. O ciągłym wyczekiwaniu powrotów męża. O przeraźliwym pragnieniu, by ktoś w końcu zadzwonił i powiedział, że on nie żyje. By wreszcie mogła przestać trwać w zawieszeniu, w najwyższym napięciu. O samotnym rozpadaniu się, kawałek po kawałku i o wysiłku składania siebie w spójną całość. Jednak o miłości, która okazała się z kamienia.

Później napisała o innych. O tych, z którymi wspólnie podjęła trud powrotu do normalnego życia. „Anioły jedzą trzy razy dziennie” to zapis historii, które usłyszała i których dalszy ciąg poznawała podczas leczenia w Klinice Psychiatrii i Stresu Bojowego w Warszawie.

Jest w tej książce wiele zdań, po których mimowolnie wstrzymuję oddech, o których nie potrafię zapomnieć. Można je przemilczeć, ale ja nie chcę. Z jakichś powodów są to zdania ważne.

„Po brakujące części mojego męża chodziłam do pokoju weteranów, na koniec korytarza.”

Jej trauma odbijała się w snach.

„Śpiąc, szłam polną drogą w Afryce. (…) Idę wśród ptaków rozdziobujących piękną czerwoną drogę, szukam wśród nich części mojego męża. Ale nie wszystkie udaje mi się zebrać. (…) Widzę to wyraźnie, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku, mój mąż mówi, że ma wszystko. Ale zawsze czegoś brakuje, ręki, nogi, czasem organu wewnętrznego, on jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.”

Swoje 147 dni w psychiatryku dzieliła z weteranami wojenni i ludźmi z jakichś powodów nieprzystosowanymi do życia.

„- Moim celem na ten tydzień – mówił Adam, a ja zaciskałam mocno powieki i powtarzałam w myślach: Tylko nie na ulicę, nie na ulicę… – jest wyjść na ulicę. Może nawet dojść do Biedronki.”

„Dopóki to było możliwe, starałam się w ogóle nie wywoływać w nim żadnej reakcji, zdając sobie sprawę, że przy każdym niewprawnym dotknięciu Biały wybuchnie mi w twarz, rozrywając na części wszystko wokół.”

„- Jestem aniołem – powiedziała któregoś dnia, kiedy siedziałyśmy z Julią przy oknie, patrząc, jak nad wodą zbiera się świt. (…) – Dlatego nie wracam do domu – wyjaśniła Karolinka rzeczowym tonem. – Anioły nie wracają do swoich domów.”

„Z nadejściem zimy coraz rzadziej rozmawiałam z Markiem. Piękna Blondynka powoli odciągała mnie od śmierci, wracała moje myśli ku dawnym pasjom, a Marek odchodził w swoją stronę. W tym okresie nie chciał już ani ze mną, ani w ogóle z ludźmi żadnej łączności, nawet tak nikłej, opartej jedynie na poczuciu wspólnej śmiertelności.”

Jestem wdzięczna pani Grażynie, że nikt w jej książce nie jest szaleńcem, którego się boję. Każdy jest człowiekiem, którego próbuję zrozumieć. Jestem wdzięczna za odkrycie, że walka bohaterów jej książki o siebie nawzajem była aktem nadziei na wyzdrowienie, jedynym możliwym. Jej krucha osoba budzi we mnie taki respekt, że nawet nie potrafię napisać o niej „Jagielska”, jak zwykło się pisywać o autorach.

Już po wojnie.

“Stanęliśmy naprzeciwko siebie. Miałam na imię Urszula i bałam się tego, co za chwilę usłyszę, ale wszystko we mnie czekało na te słowa. Te słowa miały mnie uratować. Biały oddychał  ciężko, drgała mu skóra na głowie.

– Mówię ci co zrobiłem. Otwieram się i ci to mówię. Uważaj, mówię ci to i wracam do ciebie z tego Afganistanu… (…) Nie rozumiem, dlaczego nie mogę ci tego powiedzieć. Jezu, żebyś ty to wiedziała bez mówienia. Dlaczego tego nie wiesz? No, mów! Co miałaś mówić…?

– Chcę tylko, żebyś do mnie wrócił.

– Z tego Afganistanu…

– Chcę tylko, żebyś do mnie wrócił z tego Afganistanu.”

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze