Rozwój

Kształtowanie nie uczenie

fot. G Talan / flickr.com/photos/gtalan/5304315230 / CC-BY-SA

fot. G Talan / flickr.com/photos/gtalan/5304315230 / CC-BY-SA

W szkole może uczą, ale zapominają kształcić, albo jeżeli już kształcą to robią to źle. Chociaż nie do końca źle, tzn. robią to dobrze, bo kształt człowieka po ukończeniu szkoły wychodzi im taki jaki chcieli. Problem jest taki, że ten ukształtowany człowiek nijak nie nadaje się przeważnie do życia.

Najpierw założenia. Uczenie się to jest proces zdobywania wiedzy. Wiedzą jest np. dodawanie, pisanie, mówienie czy informacja o tym jak działa rakieta. Kształcenie natomiast pochodzi od słowa kształtowanie, a więc polega na wyrobieniu w człowieku pewnego systemu wartości, sposobu rozumowania, a przez to przewidywania. Rok temu pisałem na blogu, że my w ASBIRO nie uczymy, jest to całkowita prawda, przynajmniej staramy się nie uczyć. My natomiast kształtujemy, aby nasi „studenci” mieli bardziej pasującą do rzeczywistości hierarchię wartości.

Różnic w tym jakie kształty promuje Państwo w systemie szkolnictwa i tym co my kształtujemy jest dużo. Przykładowo w szkole kształtuje się postawę „gloria victis” – chwała pokonanym. My natomiast kształtujemy postawę „Vae victis” – czyli biada pokonanym. Oni uczą, że żadna praca nie hańbi, my wręcz przeciwnie, bo bycie prostytutką czy urzędnikiem nie jest wcale powodem do chwały. Oni mówią, że nie warto się wychylać, a my, że bycie przeciętnym jest uwłaczające. Oni o bezpieczeństwie, my o wolności. Oni o prawie, my o wartościach. Oni wydawanie, my oszczędzanie. Oni konsumowanie, my inwestowanie itp. Każda taka różnica to temat na oddzielony artykuł.

Od wielu lat powtarzam, że ludzie bardziej od edukacji w sensie zdobywania wiedzy potrzebują czegoś w rodzaju psychologa, który by ich odpowiednio ukształtował, gdyż wtedy będą podejmować właściwsze decyzje. Aby przestali nadawać wartość zbędnym rzeczom, a skupili się na tych najważniejszych.

Każdy z nas przyzna, ze rodzina jest dla niego ważna. Ten fakt zmusza nas do wielu działań. Wielokrotnie młodzi ludzie po studiach musieli wybierać. Zostać w kraju, zarabiać i żyć skromnie z rodziną lub zostawić rodzinę i wyjechać za granicę do dobrze płatnej pracy widząc się z rodziną raz na miesiąc. Ci co wyjeżdżają, argumentują to tym, że robią to dla rodziny, aby oni i ich dzieci nie musieli mieszkać z teściami w jednym małym mieszkaniu, aby odłożyć pieniądze, wybudować domek, skromny ale własny i mieć za co uczyć dzieci w dobrej szkole. Ci co zostają w kraju, swoją decyzję również argumentują tym, że robią to dla rodziny, że nie gonią za pieniędzmi i wygodami, ale chcą być z rodziną i spędzać z nią czas.

Zadziwiające jest to, jak dwie skrajnie różne decyzję można usprawiedliwić za pomocą tego samego argumentu. I to jest właśnie kształcenie. Wyrabianie systemu wartości jak najbardziej zbliżonych do realiów.

A co do rodziny, to rzecz jest prosta. Obowiązkiem mężczyzny jest zarobić na rodzinę, polować, a obowiązkiem kobiety jest dbanie o nią, a więc opiekować się ogniem, jak to miało miejsce dawno dawno temu. Jak zobaczycie męża w niewyprasowanej koszuli to źle pomyślicie o żonie, a jak zobaczycie ładne utrzymane i wysprzątane, ale 25 metrowe mieszkanie 5 osobowej rodziny to raczej mąż daje ciała. Koniec.

Problem jest to, że coraz więcej ludzi miłość do rodziny, rozumie przez kontekst romantycznych książek, jako okazywanie czułości i spędzanie czasu razem. Takie między innymi poglądy są przekazywane w szkole na lekcjach języka polskiego, gdzie chyba najwięcej lektur pochodzi z epoki romantyzmu. Pamiętacie „Cierpienia młodego Wertera”. Ależ ten Werter cierpiał i cierpiał. Trudno się dziwić, że Lotta nie chciała takiego lalusia. On by na pewno się nie poświęcił, aby zarobić pieniądze na jej utrzymanie. Mówił by za to dzieciom, że żyją w biedzie i nie stać ich na książki, ale za to, tata z mamą mogli się widywać codziennie i godzinami się przytulać. A przytulać oczywiście także dlatego, aby trzymać ciepło, bo cholera ich brała jak przynosili rozliczenie ze spółdzielni za ogrzewanie i nawet na tym by oszczędzali. No ale trudno się dziwić. Ludzie z biednych domów dla dzieci nie potrafią nawet rzucić palenia … . Są na moje źle ukształtowani, a po normalnemu, niewykształceni.

Oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że im więcej pieniędzy tym rodzina jest szczęśliwsza. Oczywiście istnieje złoty środek, ale ten środek jest raczej położony bliżej kilku milionów niż komunalnej kawalerki. W Ameryce 41% nowych małżeństw kończy się rozwodem. Z drugiej strony wśród rodzin milionerskich tylko 5% kończy się rozwodem. Tylko trzeba dodać, że 83% rodzin milionerskich była kiedyś rodziną biedną. Bo co się okazuje? Ano to, że to niekoniecznie ilość pieniędzy jest ważna w związku, co umiejętność bogacenia się. Albo inaczej. Te cechy człowieka, które powodują gromadzenie majątku jak: pracowitość, oszczędność, gospodarność, umiejętność przewidywania itp.  powodują także szczęście w życiu rodzinnym.

Kamil Cebulski

Byłem przedsiębiorcą. No może nadal nim jestem, ale nie w takim wymiarze jak kiedyś. Swoją pierwszą firmę założyłem w wieku 16 lat, a poważną karierę zakończyłem mając lat 25. Wtedy to postanowiłem zwolnić i skupić się na innych rzeczach niż działalność gospodarcza.

Komentarze