Recenzje

Mateusz rzecznikiem bufiastych rękawów

adabr9Jesienią jest dobrze jak jest. To jedyna pora roku o tak niezwykłej właściwości. Nie zmącą tego ani stracone szanse, ani spracowane dni, ani przegapione spotkania. Jesienią, a zwłaszcza we wrześniu, można tylko marzyć. I zamiast reportaży, sięgam po fikcję. Odkąd pamiętam tą samą, najpierw “Anię z Zielonego Wzgórza”. A potem wszystkie kolejne Anie, aż po zimowe krótkie dni.

Próbowałam wracać do tych książek wiosną, gdy miewam nadzieję na wszystko. Nawet na to, czego nie chcę. Przymierzałam się do nich latem, schowana w cieniu cichego domu. Nużył mnie aż po sen ten miły świat, który dobrze znam z opowieści Lucy Maud Mongomery. Zima, w której nieustannie czekam na jej koniec sprawia, że opowieści niecierpliwią. Dlatego zimą książki kończę. Ale jesień, jesień to zupełnie co innego. Jesienią wierzę we wszystko i na wszystko czekam. Nawet, gdyby nie stało się nic, nie będzie mi źle. Może dlatego Ania jest mi bliższa wtedy niż kiedykolwiek indziej.

Na czerwonym, kamiennym progu domu siedziała Ania, smukłe dziewczę lat szesnastu i pół, o poważnych, szarych oczach i rudych włosach, zwanych przez przyjaciół kasztanowymi. Właśnie postanowiła przetłumaczyć kilkanaście wierszy Wergiliusza. Lecz sierpniowe popołudnie, kiedy błękitne mgły okalają wzgórza pokryte zbożem, lekki wietrzyk szepce tajemniczo wśród topoli, a szkarłat maków płonie na tle ciemnego gąszczu młodych świerków, takie sierpniowe popołudnie nadaje się raczej do marzeń niż do studiów nad martwym językiem. “Ania z Avonlea” L. M. Montgomery

I dla mnie, również Ani (być może Anie właśnie takie się rodzą lub rodzice dziewczynek o takim usposobieniu zmuszeni są nazywać je Aniami), gdy w sierpniu czuć pierwszy chłód o poranku i pierwszy wieczorny dreszcz zimna, wtedy zaczynam marzyć.

I tylko jesienią zdarzają mi się te soboty, kiedy z wielką ochotą piekę placek (nigdy ciasto!), ruszam z wiklinowym koszykiem na zakupy i spędzam popołudnia z przyjaciółmi popijając herbatę z filiżanek. Tylko późnym latem i jesienią mam ochotę zostawić miasto i zamieszkać sama w domu na skraju lasu. Nie przesypiać świtów. Dostrzagać zachody. Zwolnić. Odłożyć. Tęsknić, ale nie żałować. Spotkać choć jednego Mateusza, który z miłości do mnie zmarnuje materiał na bufiaste rękawy. Pogodzić się z myślą, że nie zrobię w życiu wszystkiego, co chcę. I że tak również jest bardzo dobrze.

A wieczorami, porankami, poczytuję sobie Anię i wcale mi nie przeszkadza, że wiem, co się wydarzy. Bo z moimi powrotami na Zielone Wzgórze jest jak ze wszystkim – nie tak bardzo chodzi o cel, jak o drogę.

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze