Recenzje

Na początku antologii

adabr8Gdy po raz pierwszy usłyszałam, że Mariusz Szczygieł i Julia Jonek pracują nad antologią reportażu – wiadomość mnie nie porwała, choć wiedziałam, że sięgnę po nią z przyzwoitości. Gdy doszły mnie słuchy, że będzie to przekrój przez reportaże całego XX wieku – coś zaiskrzyło. Kiedy Szczygieł zapowiedział, że na antologię składają się nieoczywiste teksty oczywistych autorów oraz mnóstwo tekstów autorów nieoczywistych – wiedziałam, że muszę ją mieć. Zwłaszcza, że owe nieoczywistości dostrzegł on. Gdy zaczęłam czytać przyszło mi do głowy, że spodziewałam się mniej. Rzecz o „100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku”.

Wstęp do antologii Szczygieł kończy takim życzeniem:

I żeby [czas spędzony na czytaniu] obfitował w zaskoczenia i myśli, które nigdy by Wam nie przyszły do głowy, gdybyście nie przeczytali tych stu reportaży.

Stało się od pierwszego. Rok 1901.

Janusz Korczak, wówczas student medycyny, zapuszcza się od czasu do czasu ze znajomymi do świata warszawskich nędzarzy. Ze wstępu do jego reportażu napisanego przez Szczygła wynika, że wtedy były to wycieczki modne. Wiemy o tym dzięki Szczygłowi, który przed każdym tekstem przedstawia kontekst jego powstawania, co razem z tekstem właściwym tworzy coś na kształt pełni, która pełnią absolutną staje się wówczas, gdy czytelnik uzupełni ją o swoje wnioski.

Przed pierwszym reportażem Szczygieł umieszcza znalezioną dla czytelników w artykule Jana Wiśniewskiego „Z salonu na ulicę” taką informację o Korczaku:

Idzie sam, bo zdaje sobie sprawę, że rozumienie ludzi biednych wymaga całkowitego wyzbycia się wstępnych założeń, a zarówno dekadenckie rozmiłowanie w „dołach”, jak i pozytywistyczna litość powodują wpychanie nędzarzy w ściśle określone role.

Ile to nam mówi o autorze. Ile o pomaganiu. Tym właśnie zaowocowała u mnie lektura pierwszego tekstu w 100/XX. Inspiracją na temat pracy reportera, o czym więcej za chwilę i tym reporterskim naddatkiem, o którym pisałam we wcześniejszych wpisach. Ten tekst oprócz tego, że pokazuje życie nędzarzy w Warszawie na początku XX wieku, daje również kilka trafnych myśli o tym, jak pomagać i jak się do pomagania nie zrażać.

Ale, cudowna wiadomość dla tych, co chcą być reporterami. Szczygieł przed każdym reportażem pisze nie tylko o kontekście powstawania tekstu, ale i o pracy reportera nad nim. Wybiera dla nas jedną myśl przewodnią i z nią nas zostawia, zapraszając do lektury reportażu. Za to jestem mu wdzięczna najbardziej.

Co się tyczy Korczaka, który zdecydował odrzucić stereotypy i wejść samemu w nieznany mu świat:

Ja wam mówię, że w rękawiczkach wolno gaworzyć o tragicznym zgonie młodego malarza, ale nie o bójce nożowników w podmiejskiej karczmie lub utopionym w kloace niemowlęciu. Czapka z głowy, a papieros z pyska – reporterze.

Potwierdza to na przykład jego wzruszające zdziwienie, gdy wyobrażenie zderza się z tym, co widzi:

Więc tak wyglądają ci, którzy „za złotówkę zamordują człowieka”, jak mi zapowiadano. Może to i straszni ludzie, ale tam na szosie, na mrozie – tylko nieszczęśliwi.

A na koniec wnioski Korczaka. Inspirujące tym bardziej, kim okazał się ów student medycyny.

Bezczyn jest wynikiem brudnego egoizmu lub skutkiem powierzchownego rozumowania: jeżeli dwa, trzy razy w życiu sparzyłem się w swych porywach, wolę nic nie robić. Czemu? Jeśli zostałem oszukany, wprowadzony w błąd, nabrałem pewnej sumy doświadczenia, w które zbrojny, tym owocniej mogę działać.

Ten pierwszy tekst 100/XX to zaledwie jedna setna tego, co czeka czytelników, którzy sięgną po antologię. Dla zaostrzenia apetytu Szczygieł i Jonek u Nogasia o 100/XX: http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/1065905,Nowa-biblia-polskiego-reportazu-wedlug-Szczygla-nieoczywiste-teksty-oczywistych.

Anna Dąbrowska

Zajmuję się kochaniem, bo Bóg pierwszy mnie ukochał. Piszę o tym na blogu Kochanie. Opowieści z drogi ◇ To love. Stories from the road. Lubię spotykać drugiego człowieka. Las. Zimne polskie morze. Gapić się w niebo. Chodzić boso. Jestem czuła na słowa. Mam skłonność do reportażu. Oprócz ładnych zdań lubię też ładne rzeczy, dlatego razem z bratem projektujemy wnętrza w Welcome Home.

Komentarze