Dziecko,Komunikacja,Rozwój

Neurodydaktyka w szkole czy jesteśmy gotowi na zmiany w domu?

Neurodydaktyka jest przeciwieństwem założenia, że nikt nie chce sam z siebie się uczyć, więc do nauki należy zmuszać. Skąd bierze się takie pojęcie zmuszania? Być może z tego, że nauka jest nudna. A jak dochodzi do takiego stanu?

Zauważacie zapewne że, jeśli coś was zaciekawi, drążycie temat, dociekacie, szukacie odpowiedzi w książkach, w Internecie, wykładach, rozmyślacie nad danym zagadnieniem, czasem kilka dni. Bywa, że musicie odłożyć problem bo brakuje wam potrzebnych ogniw wiedzy i „przespać się z nim”, przespacerować, pójść na siłownie, poczytać, pobiegać, czasem dać mózgowi „odpocząć” aby mógł sobie uszeregować natłok wiadomości, czasem porozmawiać z innymi ludźmi, a czasem dać czas i zwyczajnie pozwolić podświadomości na usystematyzowanie i poukładanie informacji. Po czym wstać ze świeżym umysłem następnego dnia i rozwiązać problem o poranku.
Jeśli poznanie odbywa się tylko za pomocą jednego, dwóch zmysłów, jak to jest w przypadku oglądania filmu czy słuchania wykładu, to w korze mózgowej uaktywniają się jedynie obszary reprezentujące te zmysły- wzrok, słuch ( taki stan ilustruje mi obrazek z nagłówka artykułu)

Jeśli po suchym wykładzie za tydzień zadałabym moim uczniom pytanie; “ a co o tym myślisz?” , “jakie jest twoje zdanie” w większości przypadków nie otrzymam żadnej odpowiedzi. Czy więc nie myślą? Czy mają jedynie w głowie pustą plamę. W wykład zaangażowane były jedynie dwa zmysły, wzrok i słuch. Nie każdy jest wzrokowcem, a większość z nas usuwa z głowy niepotrzebne dane.  

 Jak pisze w swoim blogu Marzena Żylińska, autorka książki „Neurodydaktyka, czyli nauczanie przyjazne mózgowi”

„Żeby z otrzymanych informacji stworzyć wiedzę i trwale zapisać ją w strukturach pamięci, mózg musi z nich stworzyć sieć. Niepołączone ze sobą informacje nie tworzą wiedzy. Dlatego po podaniu nowych musi być czas na ich przetwarzanie. Podczas przetwarzania informacji w neuronach zachodzą określone zmiany, wzmacniają się już istniejące połączenia synaptyczne i powstają nowe. Na to potrzeba czasu. Tych procesów nie przyspieszą wymagania programu edukacyjnego.”

Nie zamierzam w tym artykule piętnować szkoły jako nastawionej wyłącznie na realizację programu, a nie na rozwijanie zainteresowań i talentów uczniów, ponieważ wiem, że istnieje wiele placówek gdzie dba się również i o to drugie.
Nie będę skupiać się na nauczycielach. Zarówno tych, którzy w trudnych warunkach czynią cuda, ich lekcje są ciekawe, a dzieci wynoszą z nich wiedzę i emocje, jak i na tych, którzy w dobrze wyposażonej klasie i z pomocą technologii prowadzą nudne zajęcia pełne notatek przydatnych jedynie w 4 klasowych ścianach.

Chciałabym porozmawiać o nas, rodzicach. Czy zatrzymamy się na chwilę z refleksją nad naszą Neurodydaktyką w domu.

Czy odsyłając dziecko przed tablet czy komputer wzbogacimy jego wiedzę? Czy zachęcając go do siedzenia samotnie w pokoju i oglądania książki poprawimy przyswajalność danego materiału?
Im bardziej wzbogacimy w bodźce warunki uczenia się, tym lepiej rozwinie się mózg naszych maluchów.
Neurodydaktyka zakłada, że jeśli dziecko poznaje coś aktywnie, w ruchu – budując, rzucając, rozmawiając, dotykając, oglądając, smakując, wąchając – tym więcej zmysłów jest zaangażowane w poznanie danego zagadnienia, a jednocześnie większy obszar struktur mózgowych jest aktywny i bardziej się rozwija.

Na przykład grając w piłkę, angażujemy wzrok, słuch, zmysł równowagi, dotyk, ćwiczymy koordynację ręka – oko lub noga – oko, rozwijamy połączenia neuronalne, które z kolei rozwijają wyobraźnię przestrzenną i później wykorzystywane są na lekcjach matematyki.

Moje dzieci spędzają ¾ swojego czasu w szkole. 1/3 – wieczory, weekendy, ferie – mam do dyspozycji ja-my rodzice.

Neurolodzy udowodnili , że mózg uczy się cały czas. Nie bez znaczenia jest więc to,
– ile CZASU z dzieckiem rozmawiamy, (rozwijając w ten sposób logiczne myślenie, refleksie, dedukcję, itp.)

– ile czytamy mu książek (rozwijając słownictwo, koncentrację)

-ile zbudujemy konstrukcji z LEGO, czy zamków z papieru (wzrok, ocena przestrzeni 3D, relacje-praca zespołowa, koordynacja oko-ręka, matematyka- obliczamy, jaka jest powierzchnia budowy i ile kartek trzeba użyć, itp.)
-czy jeździ na rowerze, łyżwach, puszcza latawce i bańki, itp.
-ile razem gotujemy (matematyka- odmierzamy składniki)
Nieocenione jest całe spektrum kontaktów dziecka ze światem, każde z tych doświadczeń kształtuje mózg, budując i utrwalając indywidualną sieć neuronalną. A mózg uwielbia nowości i wyzwania.

Dla mnie osobiście ROZMOWA jest podstawą wszystkiego. Zauważam, że najsilniejszym motorem, który pcha moje pociechy ku wiedzy, jest ich naturalna ciekawość poznawcza. Dlatego dzieci zadają nam tyle pytań. Czy odpowiadamy na nie? Czy zbywajmy dzieciaki „idź zajmij się czymś! Nie przeszkadzaj!”

Czy nasz czas spędzany wspólnie się zmniejsza, czy każdy siedzi już w swoim pokoju i ogląda swój telewizyjny program, a potem przy rodzinnym stole jest cisza, lub kłótnia i nie chce się razem być.

Nie zasłaniajmy się tym, że brakuje czasu, tym że nie ma pieniędzy, tym że są troski, a chciałoby się inaczej, mieć jacht i pożeglować po Karaibach.
Mamy siebie, rodzinę, nasze relacje. Mamy potencjał, twórczość, dary od Pana Boga, różne charaktery, różne spojrzenie na sprawy, różną wiedzę. Traktujmy siebie z szacunkiem i poważnie.

Zróbmy coś razem z innymi ludźmi. Wychodźmy często z domu, poznawajmy świat wspólnie.
W takich sytuacjach mózg od razu widzi, po co jest wiedza, i natychmiast uwalnia neuroprzekaźniki. Rozpoczyna proces budowy połączeń neuronalnych, które zapiszą zdobytą podczas danej czynności wiedzę matematyczną. A nasze dzieci będą radosne i szczęśliwe i wtedy nauczą się wiedzy nie tylko szybciej ale i trwalej.

System edukacyjny miał cel wychować i wykształcić karnych obywateli, posłusznych i zdyscyplinowanych, zastanówmy się czy takich samych oczekiwań nie mamy wobec naszych małych dzieci w domu.


Jeśli potrzebujesz informacji w sprawie autyzmu, diagnozy, pokierowania rodzica dziecka z autyzmem skontaktuj się ze mną pod adresem annakowalczyk99@wp.pl

Anna Kowalczyk

Od 10 lat mieszkam na mazurach. Uczę angielskiego, jest to moje hobby i sposób zarabiania na życie. Z zafascynowaniem zgłębiam tajemnicę autyzmu wczesnodziecięcego ze względu na zaburzenie mojego synka Jakuba.

Komentarze