Rozwój

Szczyt NATO każdego dnia

13438799_10208928411221236_7310281445672556778_nBez kontraktów, planów aktywności dnia nasze codzienne życie przypominałoby roller coaster pełen negatywnych emocji. Kontrakt na kolonie, inny na wizytę u Babci, inny na niedzielne popołudnie, i kolejny na przejazd tramwajem w Warszawie czy wizytę u psychiatry czy “doktora od kości.”
Najprościej mówiąc bez “kija z marchewką na końcu osiołek nie ruszy z miejsca”. Co więcej, marchewkę trzeba co jakiś czas zmieniać aby była ciekawa, świeża i kusząca, :)
Niczym sztab kryzysowy przewiduję, co może się zdarzyć, jakie środki prewencyjne przedsięwziąć. Na jakie ścieżki nie wchodzić, jakich okoliczności unikać, a jakie wprowadzać celowo w ramach treningu umiejętności społecznych. Na jakie doświadczenia pozwolić młodemu, a w jakich być obok niego niczym cień aby nie skrzywdził ludzi w okół.
Wchodzę do pomieszczenia i od razu robię skan powierzchni, tego co musi zniknąć z pola widzenia (cukierki, żelki, czekoladki, które moje dziecko pochłonęłoby bez umiaru do ostatniego papierka, a potem dostało korby jak wiewiórka z filmu „Skok przez płot” ).
Szafkę u babci z routerem i sprzętem elektronicznym zamykamy już na kłódkę, bo młody od razu wprowadziłby nowe kody, złamał wszelkie szyfry i przerejestrował serwery głównych operatorów w Polsce.
Mimo tych wszystkich zabezpieczeń, są sytuacje i okoliczności, w których nadal „biję głową w mur”, dochodzę do martwych punktów i nie mam pojęcia, co zrobić dalej. Min. takie w których Kuba nienawidzi swojej siostry i najchętniej zmiótłby ją z powierzchni ziemi. Takie w których wybiórczo atakuje kolegów ze szkoły których nie lubi i nie toleruje. Rozmawiamy, przerabiamy temat w kółko, dochodzimy do porozumienia, konsensusu, po czym za pół godziny pakt pokoju legnie w gruzach.
Na duchu podnoszą mnie rodzice starszych dzieci mówiąc, „Niech Pani się nie martwi wyrośnie, będzie dobrze”. Oby, oby tak było, …oby niebiosa były dla nas przychylne i wszelkie zmarszczki z mojego czoła rozmyły się niczym spokojna tafla wody.
To są troski, które pozostają na moich barkach, to jest pytanie które nawiedza mnie naście razy w ciągu każdego dnia „co dalej?” Co jeszcze przed nami, jakie kolejne zagrożenia pojawią się na ścieżce „maminy Joneson” (tak mówią o mnie moje dzieci :)
Rodzice są od tego aby sobie pomagać, wspierać się, wymieniać doświadczeniem, jeśli jesteś w trudnym punkcie bez odpowiedzi i potrzebujesz wsparcia, zastanawiasz się co dalej z twoją pociechą napisz na adres annakowalczyk99@wp.pl

Anna Kowalczyk

Od 10 lat mieszkam na mazurach. Uczę angielskiego, jest to moje hobby i sposób zarabiania na życie. Z zafascynowaniem zgłębiam tajemnicę autyzmu wczesnodziecięcego ze względu na zaburzenie mojego synka Jakuba.

Komentarze