Rozwój

Uważaj, bo marzenia też ciągną na dno

fot.  Pedro Ribeiro Simões / flickr.com / CC-BY-SA

fot. Pedro Ribeiro Simões / flickr.com / CC-BY-SA

Marzenia są niczym port na oceanie życie. By je zrealizować trzeba obrać odpowiedni kurs, rozwinąć żagle i cierpliwie zmierzać do celu. Tyle mówcy motywacyjni. A jak jest w praktyce?

Uważaj czego pragniesz – ten truizm z amerykańskich filmów klasy B najlepiej oddaje istotę problemu. Wreszcie po długim czasie udało Ci się obrać dobry kurs. Z każdym dniem przybliżasz się do celu i odliczasz pozostałe dni podróży.

Wreszcie nadchodzi ten upragniony dzień i nad horyzontem widzisz swój port. Jesteś coraz bliżej niego, bliżej i bliżej, a on staje się coraz, coraz, coraz bardziej większy i bardziej szczegółowy.

Gdy twoja euforia sięga zenitu, a Ty szykujesz się już do zejścia ze statku i ucałowania stałego lądu, twój okręt uderza o skały i tonie.

ZAWINIŁEŚ i wiesz, że już nie możesz tego cofnąć. Nie zachowałeś należytej uwagi tuż przed samym portem, gdy wydawało Ci się, że już nic Cię nie powstrzyma. Zlekceważyłeś zagrożenia i w rezultacie zakończyłeś swą podróż idąc na dno.

Masz marzenia. Doskonale wiesz, że ich realizacja da ci ogromne szczęście, którego pragniesz za wszelką cenę. To jest twoją zgubą….

Nie mogąc się doczekać zaczynasz szukać sposobów jak można skrócić sobie drogę, albo jeszcze bardziej przyśpieszyć. Szukasz go wytrwale, aż znajdujesz – działa, jest świetnie!

Po jakimś czasie jednak uświadamiasz sobie, że coś jest nie tak i zszedłeś z kursu. Zamiast płynąć na wschód, płyniesz na południe. Nie wiesz dlaczego. Analizujesz. W końcu orientujesz się, że to wspaniałe urządzenie, które z początku przyśpieszyło pracę silnika, zaburzyło środek ciężkości statku, przez co przechylił się on nieznacznie na prawą burtę.

Najpierw różnice pomiędzy zaplanowanym kursem, a rzeczywistością były nieznaczne. Jednak z czasem studiując dziennik pokładowy wpadasz w przerażenie, gdy orientujesz się, że dla wygody zacząłeś błędnie zaznaczać na mapie położenie portu, do którego zmierzasz. Co więcej później odkrywasz, że to z początku niewielkie odchylenie od kursu tak odbiega od pierwotnego planu, że tylko kwestią czasu jest uderzenie w skały.

Doskonale rozumiesz, że jedyne wyjście to natychmiast wyrzucić swoją „wspaniałą” maszynę jak najszybciej za burtę. Idziesz do silnikowni i próbujesz ją rozkręcać. Wtedy jednak ona boleśnie ci udowadnia, że to ona od dawna rządzi twoim okrętem, a nie ty…

Ciąg dalszy nastąpi…

Twórca, inspirator i redaktor naczelny portalu "Polskie Piekiełko", redaktor naczelny portalu "Pełni Pasji".

Komentarze